Promocja!

Do wyczerpania zapasów Lukrecja

Pierwotna cena wynosiła: 24,29 zł.Aktualna cena wynosi: 12,14 zł.

Darmowa dostawa przy zamówieniach powyżej 100,00 zł

  • Szybka wysyłka zamówienia oraz możliwość darmowej dostawy.
  • 30 dni na zwrot i zwrot pieniędzy.
  • Opakowanie staranne i ekologiczne.
Bezpieczna płatność
Obsługiwane metody płatności
SKU: SK0121671-PL20260611-164118 Kategoria: Znacznik:

Opis

PIERWSZA POWIEŚĆ CÓRKI AUTORA MIKOŁAJKA! Jedna Lukrecja potrafi namieszać niemal tyle, co cała banda Mikołajka! No bo co w końcu, kurczę blade! Cześć, jestem Lulu! Mam 12 lat. I tyle z dobrych wiadomości. Moje życie jest pełne katastrof. Marzyłam o psie, ale dostałam… żółwia. Nazwałam go Madonna. Nie mogłam doczekać się szkolnej wycieczki, dopóki moja mama nie zgłosiła się na opiekunkę (na ochotnika!). A gdy zrobiłam imprezę, to wpadła na nią, uwaga… babcia. Dobrze, że chociaż nauczyła nas grać w karty. I teraz wymiatamy w szkole z Aliną, Karoliną i Pauliną. Choć przyznam szczerze – gdy po szkolnym korytarzu przechodzi pewien chłopak ze starszej klasy, to nie mogę się skupić… Anne Goscinny dorastała w książkowym świecie stworzonym przez swojego ojca Rene Goscinnego. Nie było tam zbyt wiele miejsca dla dziewczynek. „Lucky Luke” strzelał do kowbojów, „Asteriks i Obeliks” ucztowali po wojennych zwycięstwach wśród innych Galów, a „Mikołajek” gonił z Alcestem i Ananiaszem. Nadszedł czas, by dziewczynki dorastały w świecie nastoletniej Lukrecji! Fragment książki: Poszłam za nią, niczego nie rozumiejąc… i przy stole zobaczyłam Rafała z dwoma kolegami. – Co wy robicie? – spytałam. Rafał zebrał karty. – Twoja babcia nauczyła nas fantastycznej gry! Nie wierzyłam własnym oczom, byłam skonsternowana. Zaprosiłam go, żeby ze mną tańczył, a nie grał w karty. – Chodź, Lulu, siadaj. Augustyn, ustąp miejsca Lulu, w końcu to jej urodziny. – Chyba oszalałeś! Nie jesteśmy starzy, żeby grać w karty! – zaprotestowałam, patrząc znacząco na Scarlett pałaszującą chipsy. – Pewnie nie umiesz grać – prowokował mnie Rafał. – Ja nie umiem grać w belotkę? Usiadłam z nimi. Wzięłam karty, potasowałam je, jak nauczyła mnie Scarlett po powrocie z Las Vegas dwa lata temu, i rozdałam: najpierw po trzy, potem po dwie. Impreza toczyła się dalej, ale muzyka mi nie przeszkadzała, nawet chętnie bym ją jeszcze ściszyła, by lepiej się skoncentrować. I kiedy wykładałam ostatnie karty, powiedziałam spokojnie (zawsze należy tryumfować skromnie): – Meldunek…! Rafał na mnie spojrzał. I zobaczyłam coś dziwnego w jego oczach, coś jak podziw. – Rewanż! – zawołał, cofając się na krześle. – Zgoda – odparłam. – Ale tym gorzej dla ciebie… Powyższy opis pochodzi od wydawcy.